﻿<title_newspaper=”Trybuna Ludu”> 
<title_article=”Prawo trustów — prawo dżungli”> 
<author_1=”Bolesław Wójcicki”>
<author_2=””> 
<language=”pl”> 
<style=”press”>
<year="1954">
<month="7">
<date=”1954-07-01”>
<period=”d”>
<status=”1_obieg”>
<support=”paper”>
Wystarczyło jednak, by do władzy doszedł rząd postępowo-burżuazyjny — powtórzmy: rząd tylko postępowo-burżuazyjny: wystarczyło, by ten rząd przystąpił w 1952 roku do przeprowadzenia umiarkowanej reformy rolnej — od razu delikatne „demokratyczne” sumienie panów Dullesów dostało drżączki.
I okazało się, że czteromilionowa Gwatemala zagraża 160 milionowym Stanom Zjednoczonym.
* — Jak to — przerwie tu ktoś... naiwny. — Czy rząd Gwatemali nie został wyłoniony w drodze wolnych wyborów, o które tak ogromnie, tak nieskończenie się troszczą koła rządzące USA? 
Nikt, nawet mister Dulles nie ośmieli się zaprzeczyć, iż rząd Gwatemali, z którym Waszyngton utrzymywał normalne stosunki, został wyłoniony z legalnych wyborów.
Okazuje się — po raz który? — że wybory przestają się podobać amerykańskim apostołom wyborów z chwilą, gdy wypadają one nie po ich myśli. Dullesowa doktryna „wolnych wyborów” brzmi: „wolne są tylko te wybory, które dają wolność łupienia amerykańskim miliarderom”. 
Ale może rząd Gwatemali, gdy padła ona ofiarą bezspornej agresji, nie odwołał się do ONZ? I niebacznie zlekceważył Organizację Narodów Zjednoczonych, której autorytet jest tak bezmiernie, tak bezgranicznie drogi Waszyngtonowi? Wszak rząd USA nie robi ponoć kroku bez zgody ONZ. Przypomnijmy chociażby wojnę w Korei. Wprawdzie bez zasięgania opinii ONZ Truman pchnął siły zbrojne USA przeciwko Korei Ludowej, ale za to po kilku godzinach zażądał, aby Rada Bezpieczeństwa okryła sztandarem ONZ interwencje amerykańską.
Przypomnijmy również jak to całkiem niedawno podsekretarz stanu Bedell Smith w Genewie zerwał rokowania w sprawie pokojowego zjednoczenia Korei pod pretekstem, iż nie został przyjęty postulat amerykański, aby rozstrzygającą rolę w tej sprawie przyznać ONZ. Mimo że w Korei ONZ była przecież stroną wojującą! Przypomnijmy również, iż USA domagają się wysłania obserwatorów ONZ do Syjamu, któremu nikt nie zagraża. Tak bezmiernie szanują i kochają władcy USA Organizację Narodów Zjednoczonych...
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
